Bezdomność kojarzy się z niedolą, smutkiem, brudem, zimnem, a często także z alkoholem. To zjawisko społeczne, które dotyka ludzi z przyczyn rodzinnych, rozwodów, tragedii, także przez uzależnienia i zwyczajne fatum, tak przynajmniej określają ją definicje i moi przypadkowi rozmówcy. Wielu ludzi podchodzi do bezdomnych z obrzydzeniem, niechęcią i pogardą, nie zastanawiając się, co tak naprawdę ona znaczy dla samych ludzi bez dachu nad głową.
Każdy ma swoją tragedię
Bezdomność jest problemem wielu krajów, szczególnie tych, które nie zapewniają odpowiedniej opieki społecznej, mieszkań i pomocy materialnej. Definicji bezdomności jest bardzo wiele, jedne mówią o bezdomności spowodowanej ustrojem i postępowaniem państwa, oznaczającej niemożliwość znalezienia lokum, inne poszerzają ją o sytuacje rodzinne, krzywdzący los czy efekty uzależnień. Prawda jest taka, że każdy bezdomny ma swoją historię. Są tacy, którzy załamali się po zdradzie żony i wyszli z domu tak, jak stali, by przez długi czas spać pod mostem, nie chodząc do pracy, bo nie mogli patrzeć na ludzi. Inni doznali rodzinnej tragedii, śmierci dziecka, wypadku partnera i wpadli w alkoholizm zaprzedając diabłu wszystko, co mieli. Z pewnością wiele jest innych jeszcze historii, bardziej lub mniej tragicznych.
Ku zaskoczeniu wielu ludzi bezdomność nie zawsze jest taka straszna. W Polsce i Polakom zjawisko to kojarzy się z zawszonym pijakiem, który śpi na klatce schodowej pośród własnych odchodów. Zwykle mówi się o nich, że są życiowymi nieudacznikami i nie potrafią wziąć życia we własne ręce. W Polsce to w pewnym sensie sąd uzasadniony, jako że o pracę trudno nawet tym dobrze ubranym i czystym, a na pomoc rodaków nie można liczyć, bo każdy omija żebraka szerokim łukiem.
Jednak nie wszędzie na świecie tak postrzega się bezdomnych. Francja w pewnym sensie słynie ze swoich kloszardów czyli bezdomnych z wyboru. W większości zjawisko bezdomności dotyczy tych, którzy z nienawiści, tudzież niechęci do świata postanowili sprzedać wszystko, co posiadali i rozpocząć żywot bezdomnych wkraczając w niego łagodnie, korzystając z środków, które przyniosła im wyprzedaż, o ile nie rozdali ich innym biednym. Co prawda w większości ta nienawiść do świata wynika właśnie z tych samych przyczyn, o jakich mowa była w przypadku Polski, to jednak różnica polega na tym, że przejście w bezdomność jest całkowicie świadome.
Bezdomna świadomość
W Wielkiej Brytanii zjawisko bezdomności dotyczy prawie głównie imigrantów, w tym także Polaków. Ludzie, po których na codzień nikt nie spodziewa się bezdomności to w większości ci, którzy przyjechali do UK na kontrakt, a na miejscu okazało się, że firma gwarantująca pracę nie istnieje, albo też ci, którzy nie zarejestrowali się w Home Office lub są w Wielkiej Brytanii za krótko, aby kwalifikować się do jakiejś pomocy rządu. Chciałoby się pomyśleć, że to przecież nic trudnego, parę kwitów i benefity na start są. Tyle, że wielu z nich wcale ich nie chce lub woli wieść żywot bezdomnego.
Bezdomni Polacy, którzy odwiedzają centra wydawania posiłków nie szukają już pracy, bo albo nie znają języka, albo po prostu nie chcą, bo tyle samo co za jeden dzień pracy na szmacie czy zmywaku, mogę wyżebrać od hojnych Brytyjczyków. “Podchodzę do człowieka, mówię: "I’m homeless, give me 50 p. please", czyli tyle, co w sumie znam po angielsku i zwykle dają mi, i to więcej niż proszę. Bo przecież nikt ci nie da tylko 50 p. Pewnego razu jedna murzynka dała mi aż 50 funtów. Dziennie średnio udaje mi się zebrać właśnie około 50 funtów. Czyli tyle, na ile trzeba pracować cały dzień.”- mówi Marek, bezdomny z Londynu. (wypowiedź: londynek.net).
Bezdomność nie dla wszystkich jest zatem skaraniem boskim, dla niektórych to zrządzenie losu, które wymusza inne spojrzenie na świat. Bo przecież co piękniejszego jest niż to, że można robić dokładnie to, co się chce i kiedy się chce, mieszkając na przykład w pięknym Londynie. Bo przecież 50 funtów dziennie starczy nawet na kawę w kawiarni, czy po tygodniu na bilet na wystawę, która akurat przykuła oko schludnego bezdomnego. Po jakimś czasie tok myślenia schodzi też na inne tory i na przykład zaczyna się mysleć, że przecież wcale nie trzeba być częścią dzisiejszego brutalnego i komercyjnego świata, aby w nim żyć i delektować się nim. Nagle okazuje się, że wyscig szczurów jest nikomu do szczęścia nie potrzebny, a pieniądze szczęścia nie dają. Ciekawe czy bezdomność, jako stan duszy pozwoli kiedyś ludziom bez dachu nad głową bez problemu wrócić do rzeczywistości...
Andrea Dymus
