Emigracja zarobkowa jest zjawiskiem coraz bardziej popularnym na całym świecie, ponieważ otwiera nowe możliwości nie tylko finansowe, ale także rozwoju osobistego. Niestety co ma swoje zalety, musi też mieć i wady, dlatego wciąż powstają nowe zjawiska społeczne, wynikające bezpośrednio z emigracji za chlebem.Dla dobra swoich dzieci
Emigracja Polaków do pracy kojarzy się przede wszystkim z zarabianiem w dobrej walucie, a co za tym idzie z odkładaniem na wcześniej wyznaczone i wymarzone cele. Wiele mówi się o stosunku emigrantów do miejscowych, o ekscesach, a także często krytykuje się wyjazdowiczów za domniemaną zdradę ojczyzny. Jednak mniej rozpowszechnionym efektem emigracji zarobkowej jest eurosieroctwo. Pojęcie to powstało, kiedy z Polski do Wielkiej Brytanii, także Irlandii, Niemiec, Francji i wielu innych krajów wyjechało wielu rodziców, którzy zostawili swoje dzieci praktycznie na pastwę losu, uważając, że mogą mieć kontrolę nad wychowaniem swoich dzieci przez telefon, czy Internet. Na swoją obronę rodzice mają to, że zostawili swoje dzieci pod opieką dziadków, znajomych, czy sąsiadów oraz fakt, że kierowali się dobrem potomstwa. Trudno w takiej sytuacji ferować wyroki, decyzje i powody były z pewnością w większości słuszne w odniesieniu do określonych sytuacji. Fakty są jednak takie, że w województwie Zachodniopomorskim- 40 %, a w Świętokrzyskim- 35% dzieci nie ma jednego, a często obojga rodziców, ponieważ ci przebywają na emigracji, jak pisze Gazeta Wyborcza.
Dzieci, które spotkało eurosieroctwo mają problemy z porozumiewaniem się z rówieśnikami, obniżoną motywację do nauki, a co za tym idzie gorsze wyniki w szkole względem swoich rówieśników, a także niższą frekwencję. Nauczyciele zauważają coraz więcej problemów wychowawczych. Młodzież coraz częściej sięga po alkohol i inne używki w bardzo młodym wieku, a także wagaruje. Małe dzieci natomiast szukają wzorców pośród starszych rówieśników i nie rozumieją ich opowieści o kolacji w gronie całej rodziny czy niedzielnym spacerze po parku z rodzicami. Dzieci czują się porzucone i zostawione w polskim kieracie, podczas, kiedy rodzice przez telefon opowiadają jak dobrze żyje się w Anglii czy Irlandii. Synek lub córka czują się samotni i zwyczajnie niechciani. Niestety zdarza się także tak, że rodzice przestają dzwonić do swoich dzieci, wtapiając się w brytyjskie realia i zapominając o polskiej rzeczywistości.
Daleko od wnuków
Termin eurosieroctwo może wyznaczać także szersze znaczenie. W Polsce porzucane są nie tylko dzieci, ale także rodzice. Każdy człowiek, który podejmuje decyzję o wyjeździe za granicę w celach zarobkowych, kieruje się swoim dobrem materialnym, ale także swojej rodziny, pozostawionej w kraju. Tyle, że powód ten jest często niewystarczającym wytłumaczeniem względem relacji rodzinnych i tęsknoty.
„Radek wyjechał do Irlandii tuż po tym jak skończył liceum. Nie potrafił zdecydować się na studia, nie mógł znaleźć pracy, postanowił więc ruszyć w świat. Był bardzo podekscytowany wyjazdem.” – mówi mama Radka. Przygoda w Wielkiej Brytanii choć kusi bogactwem, bo przecież jeden funt to kilka złotych, zaczyna się różnie. Często jest to zderzenie młodego człowieka z rzeczywistością, o której do tej pory nie miał pojęcia. Wszystkiego musi nauczyć się sam, załatwić formalności, dostosować się do dorosłego życia, jakie sam sobie zafundował. Ta szkoła życia da mu doświadczenie na przyszłość. Ale rodzice wiedząc, że nie mogli zakazać swojemu dziecku emigracji, zamartwiają się czy ich dziecku niczego nie brakuje, czy dobrze się prowadzi, czy nikt go nie oszukuje i czy ze wszystkim sobie poradzi sam. A przez telefon w trosce o jego dobro sugerują, że może nie trzeba było wyjeżdżać, bo w Polsce rodzice załatwiliby wszystko za niego. Z tęsknoty nabijają bilingi telefoniczne, byle nie stracić kontaktu z ukochanym dzieckiem i kontrolować jego kolejne kroki.
Inni rodzice natomiast, oswojeni już z faktem, że ich dziecko ukończyło trzydziestkę, ma dom i rodzinę, zaskoczeni decyzją o emigracji, muszą zmienić swoje dotychczasowe poczucie bezpieczeństwa, że syn z synową mieszkają za rogiem i przyzwyczaić się, że dzielić ich będą tysiące kilometrów. Kiedy rodzice oczekują już od swoich dawno dorosłych dzieci opieki nad nimi samymi, jako kolei rzeczy, te postanawiają spędzić trochę czasu, a często nawet resztę życia w obcym kraju. Emigracja pozbawia ich nie tylko dorosłych dzieci, ale także kontaktu z upragnionymi wnukami i spokojnej jesieni życia. Tęsknota wzmaga ich samotność, ponieważ czują się pozostawieni w polskiej rzeczywistości na drugim planie, mimo, że oni poświęcili nam prawie całe swoje życie. I nie chodzi o to, że my na wyspach o nich zapominamy, bo przecież dzwonimy, wysyłamy paczki i przyjeżdżamy raz na kilka miesięcy. Ale o to, że pieniądze przesyłane do domu czy drogie prezenty nijak nie wynagrodzą im naszej nieobecności…
Andrea Dymus
