Jedni z nas przyjechali do Wielkiej Brytanii w ciemno i szukali mieszkania oraz pracy na własną rękę, próbując odnaleźć się w nowym kraju samodzielnie, inni skorzystali z doświadczenia znajomych i przyjechali „na gotowe”. Mimo to każdy z nas ma swoją historię w Wielkiej Brytanii.
Witamy w Anglii
Nasze wyjątkowe historie choć są jedyne w swoim rodzaju, opierają się zazwyczaj o podobne zmartwienia, problemy i emocje. Tę zależność zauważyli Bartek Chodor (Bartfili) i Rafał Jackowski (Jacfili) i postanowili o tym zaśpiewać, jako zespół Fatmorgan. Ich hip hopowy kawałek pt. „Witamy w Anglii” opowiadający o życiu przeciętnego Polaka w UK, pojawił się na You Tube ponad miesiąc temu. „Wyjechałem, pierwszą noc na ławce spałem. (…) Tu ktoś cię nie zrozumie w sklepie. Tu cię znowu okradną i już wiadomo, że się wszyscy uwzięli.”- śpiewają.
Bartek pracuje w Subwayu i studiuje realizację dźwięku w Leeds College of Music. Rafał jest absolwentem kierunku Music and New Media Technology na Leeds Metropolitan University. Jeszcze niedawno pracował w angielskich hotelach i barach, dziś zajmuje się organizacją oraz obsługą techniczną imprez korporacyjnych i medialno-rozrywkowych.
Dwaj trzydziestolatkowie na pomysł tworzenia wyspiarskiego hip hopu wpadli kilka lat temu. Chcieli przenieść klimat Boba Marleya na brytyjskie realia dla Polaków. Po jakimś czasie odkurzyli ten pomysł i powstał Fatmorgan.
Odzew na kontrowersje
Sama nazwa Fatmorgan pochodzi od forumowego nicka budowlańca, dziennikarza, fotografa, podróżnika i symbolu polskiej społeczności w Leeds Fatamorgany, który był ich inspiracją. „Podbudowała nas jego determinacja i upór. Po dwunastogodzinnej dniówce na budowie zazwyczaj marzy się tylko o wypiciu piwa i pójściu spać. On natomiast udzielał się na forum, pomagał ludziom. Po jakimś czasie stał się czołową postacią w Leeds i całkiem niezłym dziennikarzem. Jest człowiekiem szalenie kontrowersyjnym, a my lubimy kontrowersje.”- mówi Jacfili.
Pierwsza piosenka powstała w zaciszu amatorskiego domowego studia. Dziś z pewną dozą ostrożności Fatmorgan planuje kolejny utwór z teledyskiem. Podczas kiedy Jacfili mówi, „A co dalej? Myślę, że to już zależy od tego, jaki będzie odzew na to, co robimy.”, Bartfili jest zdecydowany na dalsze działania i realizowanie swojej inicjatywy pasji. „Chcielibyśmy także spróbować zjednoczyć Polską scenę artystyczną w UK i robić więcej stąd dla ludzi, którzy tutaj siedzą, niż oglądać "Londyńczyków" robionych przez Polaków nie mających pojęcia o tutejszych realiach i problemach.”- dodaje Jacfili.
Fifty fifty
Tymczasem opinie o zespole i jego twórczości są różne. Podczas, gdy coraz więcej mediów pisze o nich, to jednak forumowicze krzywią się i krytykują. „Może chłopaki jeszcze karierę zrobią czego im życzę. Ale nazwanie Faty „symbolem polskiej społeczności w Leeds” to juz lekka przesada… Przynajmniej ja się pod tym nie podpisuję.”- napisał cayuga. „Cóż można o tym sądzić - 50/50 - 50% prawdy i 50% schizy, tak jak w reszcie hip hopu”-damian94. „Widać, że chłopakom pobyt w UK ból sprawia - tylko po co się tak męczą, zamiast wyjechać?”- komentuje Rafi Skórniewski.
Fatmorgan z pewnością więc wzbudza kontrowersje. Nie tylko swoim działaniem, tekstami i ogólnie rzecz ujmując twórczością, ale także słowami w wywiadzie z portalu Moja Wyspa. „Mnie denerwuje to, że mając takie same lub nawet wyższe kwalifikacje w danym zawodzie, walcząc o jakąkolwiek posadę, zawsze przegrasz z Anglikiem. Nie liczy się edukacja zdobyta w Polsce ani tutaj. Przyzwyczaili się, że Polak to ten z fabryk i już.”- mówi cfili. „Wkurza mnie, że nie wprowadzili jeszcze języka polskiego jako urzędowego. Zobaczyliby wtedy, jak ja się męczyłem z ich angielskim.”- dodaje Bartfili.
Polakom na emigracji często brakuje zajęcia, które dawałoby im trochę więcej radości niż tylko zarabianie pieniędzy przy mechanicznych czynnościach na budowie czy w barze. Jedni w ramach odreagowania chodzą do pubów, drudzy na zakupy, ktoś inny studiuje, a jeszcze kolejni znajdują sobie pasję. Najważniejsze, żeby się realizować we własnym zakresie, choć przy pewnych przedsięwzięciach nie wolno zapominać o odbiorcach.
Andrea Dymus
