Brytyjczycy winiący Polaków, Czechów itp. za wszystkie bolączki ich gospodarki powinni zrewidować swój punkt widzenia. Jak pokazują najnowsze badania prowadzone na University College of London, imigranci pochodzący z krajów Europy środkowo-wschodniej wnoszą do brytyjskiego budżetu znacznie więcej niż z niego wyciagają.Christian Dustmann - profesor ekonomii UCL twierdzi, że imigranci przybyli z państw rozszerzonej w maju 2004 roku Unii Europejskiej, którzy pozostają w kraju ponad rok (przez co nabierają pełne prawa do benefitów), mają aż o 60% miejsze tendencje do pobierania pomocy finansowej od państwa niż obywatele UK oraz o 58% rzadziej starają się o mieszkania socjalne.
Badania prowadzone na podstawie danych gromadzonych od 2004 roku pokazują, że to właśnie imigranci odprowdzają do budżetu państwa, z tytułu podatków pośrednich oraz bezpośrednich, znacznie więcej niż z niego otrzymują m.in na wszelkiego rodzaju benefity, tzw. tax credit, edukację, ochronę zdrowia itp.
W ostatnim roku podatkowym (2008-09) było to o 37% więcej. Burzy to niewątpliwie mit, jakoby zwłaszcza Polacy (bo stanowimy w tej grupię zdecydowaną wiekszość), "wyciskali" z brytyjskiej gospodarki ile się da nie dając nic w zamian.
Ale to nie wsystko! Badania pokazują także, że jesteśmy lepiej wykształceni, lepiej przygotowani do pracy i znacznie rzadziej pozostajemy bezrobotni niż mieszkańcy wysp.
Współczynnik zatrudnienia to: dla mężczyzn - 90% - 78% i dla kobiet: 74% - 71% oczywiście na korzyść imigrantów. Profesor nadmienia także, że radzimy sobie relatywnie lepiej w warunkach kryzysu. Pracodawcy często wolą zatrzymć bardziej doświadczonego i chętnego do pracy obcokrajowca niż rodowitego Brytyjczyka.
Niestety wciąż średnio zarabiamy mniej niż przeciętny mieszkaniec Wielkiej Brytanii. Jednak jak twierdzi profesor, w miarę jak polepszają się nasze zdolności językowe oraz ogólne rozeznanie na rynku pracy, różnica ta bedzie stopniowo zanikać.
źródło: Financial Times
Mateusz Król







Choć wydaje się, że najłatwiej o pracę właśnie w stolicy, to jednak Londyn nie jest dobrym rozwiązaniem dla przeciętnego Polaka. Lepiej i taniej żyje się na prowincji.