
50 tysięcy studentów wzięło udział w demonstracji przed siedzibą partii konserwatywnej w Londynie, by wyrazić swój sprzeciw planom podwyżek czesnego za studia, jakie czekają studentów od przyszłego roku akademickiego. Doszło do starć z policją.
Renomowane uniwersytety w Anglii poparły rząd
Wszystko zaczęło się od wystąpienia ministra Davida Willettsa odpowiedzialnego za uniwersytety, który poinformował, że studenci brytyjscy i krajów UE z kolejnym rokiem akademickim zapłacą więcej za studia. Opłaty z £3,290 wzrosną aż do £6,000, a w przypadku niektórych kierunków nawet do £9,000 rocznie. Propozycję ministra bardzo szybko poparło stowarzyszenie Russell Group, zrzeszające najbardziej renomowane uniwersytety w Anglii m.in. Oxford, Cambridge, Imperial College London. Stowarzyszenie uważa, że to jedyna możliwość, by brytyjskie uniwersytety nadal zajmowały wysokie miejsca w globalnych rankingach. Wyższe opłaty za studia przez studentów pozwoliłyby tym placówkom utrzymać obecny poziom, a któremu obecnie grożą 40-procentowe cięcia, już zapowiadane przez rząd. David Willetts zapewnia, że studenci, których nie będzie stać na opłatę czesnego z góry, nadal będą mogli ubiegać się o pożyczki, które jak dotychczas należy spłacić po ukończeniu studiów, ale tylko w przypadku osób, które zarabiają więcej niż £21,000 rocznie. Niestety, rząd przewiduje wzrost oprocentowania takich pożyczek.
Nick Clegg to hipokryta!
Pomimo zapewnień,że nowy projekt nie tylko utrzyma, ale i podniesie poziom brytyjskich uniwersytetów, i zapewnień o utworzeniu specjalnego funduszu stypendialnego dla młodzieży zdolnej, której nie stać na opłatę studiów, w środowisku studenckim zawrzało. Jak twierdzi większość studentów, propozycja Willettsa oznacza, że wielu z nich, których nie będzie stać na pokrycie czesnego, zdecyduje się na pożyczkę, by po zakończeniu studiów rozpocząć swoją karierę zawodową z długiem większym niż £40,000. Swoje niezadowolenie wyraził w wywiadzie dla BBC Aaron Porter przewodniczący National Union of Students, który przypomniał obietnice przedwyborcze partii Liberalnych Demokratów, którzy zapewniali, że będą głosować przeciw podwyżce czesnego. Reprezentant związku studentów podsumował ich krótko: „Powinno im być wstyd za samych siebie”, a studenci nazwali lidera partii Nicka Clegga hipokrytą.
„Ludzie czują, że najwyższy czas wziąć sprawy we własne ręce”
Jeśli rząd sądził, że środowisko studenckie ze spokojem przyjmie plan podwyżki czesnego za studia, to był w błędzie. Studenci bardzo szybko zareagowali na wieść o nowym, niekorzystnym dla nich projekcie rządowym. W środowej demonstracji przed siedzibą partii konserwatywnej wzięło udział aż 50 tysięcy studentów i wykładowców z całej Anglii, a także 2 tysiące studentów z Walii. Demonstracja, jak wcześniej zapowiadał związek studentów, nie miała pokojowego charakteru. 32 osoby zostały aresztowane, 14 osób zostało ranionych, w tym siedmiu oficerów policji. Pod budynkiem palono transparenty, niektórzy studenci przyszli na pokojową demonstrację uzbrojeni w kije baseballowe, powybijano okna budynku, a kilku studentów wyszło nawet na dach siedziby Millbank Tower. Na dachu siedziby partii konserwatywnej znalazła się również studentka z Manchesteru Emily Parks, która w wywiadzie dla BBC News powiedziała: „Ludzie czują, że najwyższy czas wziąć sprawy we własne ręce”.
Autor: Maria Budacz
